dlaczego my
ACTA – copyright czy copyleft?

„ACTA – copyright czy copyleft?” – relacja z Krakowa

Miesiąc temu do powszechnej świadomości trafiła wiadomość o istnieniu nowej, tajemniczej dotąd dla większości umowy międzynarodowej. Spośród doniesień medialnych drugiej połowy stycznia wyróżnić można było obrazy młodych, nareszcie czymś poruszonych ludzi, którzy w maskach na twarzach i z transparentami w dłoniach niezwykle emocjonalnie komentowali informację o podpisaniu przez Polskę umowy ACTA. Nikt nie wiedział, przeciwko czemu protestuje, pewne było jedno – ktoś im coś zabiera. Socjolodzy oraz dziennikarze (którzy nota bene przeoczyli temat sygnalizowany dużo wcześniej przez organizacje pozarządowe, takie jak Panoptykon) ogłosili nowe pokolenie, kolejne od czasu Generacji Nic opisanej na początku wieku przez Kubę Wandachowicza.Krakowskie koło Stowarzyszenia Projekt: Polska podjęło się zorganizowania merytorycznej debaty na temat ACTA. Zależało nam na dyskusji z udziałem ekspertów oraz osadzenia tematu w jego szerokim kontekście – jak korzystamy z Internetu i jaki ma to wpływ na kulturę. Konferencja była też okazją do prezentacji raportu „Obiegi kultury. Społeczna cyrkulacja treści” przygotowanego przez Centrum Cyfrowe Projekt: Polska.W krakowskim Kinie Mikro po prezentacji raportu dyskutowano, czy jesteśmy piratami czy odbiorcami kultury. Opierając się na jego tezach Justyna Hofmokl z  Centrum Cyfrowego Projekt: Polska dowodziła, że osoby korzystające z nieformalnego obiegu kultury w sieci nie rujnują kultury, ponieważ wiele wskazuje, że przeznaczają na nią więcej pieniędzy, niż osoby nie „ściągające” plików z Internetu. Powiedziała też, że próbowano stworzyć instrukcję dla osób pobierających treści z Internetu, tak by wiedziały, co mogą robić legalnie, a co jest już złamaniem prawa – okazało się to niemożliwe, ponieważ kilku prawników zaangażowanych w projekt nie umiało dojść do konkluzji, co właściwie jest legalne. Z oświadczeń uczestników konferencji wynikało, że niemal każdy pobrał pliki z sieci, a większość nie jest pewna, czy zrobiła to legalnie, czy nie. Dyskusja jasno wskazywała na konieczność zmiany przepisów regulujących Internet i prawa autorskie na bardziej przejrzystą i przystosowaną do realiów.Tezę, że Internet nie zabija kultury potwierdziła Pani Iwona Nowak, kierownik Kina Mikro. Jest nam przykro, gdy dowiadujemy się, że film, o który walczymy i za który sporo płacimy jest już dostępny w sieci, ale Internet daje nam dużo większe możliwości dotarcia do widza – mówiła. Dr Anna Nacher z Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ poruszyła z kolei problem dostępności niektórych wytworów kultury – Wielu ludzi korzysta z nieformalnego źródła, jak im jest Internet, ponieważ tam po prostu wszystko można dostać, a proces płacenia, jest często zbyt skomplikowany. Prowadzący dyskusję Michał Gulik, kulturoznawca uspokoił osoby przywiązane do tradycyjnych nośników, mówiąc, że ludzie zawsze będą chcieli kupować płyty bądź książki, bo potrzebują materialnego przedmiotu, który nie jest tylko nośnikiem treści, ale ich integralną częścią.Drugi panel, dotyczący bezpośrednio ACTA, mocno podkreślał konflikt między interesami odbiorców kultury a korporacjami. Z jednej strony podnoszono argument, że z ceny płyty, zaledwie ułamek procenta trafia do artysty, więc pobierając pliki z muzyką (książką, filmem) nie okrada się artysty, tylko po prostu korporacje pozbawia się zysków. Z drugiej strony młodzież z ruchu „Nie dla ACTA” jednoznacznie formułowała opinię, że „wszystko w sieci powinno być za darmo”. Także dyskusja na temat długości obowiązywania praw autorskich przebiegła burzliwie – większość sali opowiedziała się za okresem nie przekraczających 20 lat, choć przypomniano także, że dla artysty efekt ich pracy twórczej jest jedynym dorobkiem i dziedzictwem przekazywanym dzieciom.Olo Sawa, dystrybutor filmowy był jedyną osoba na sali, która o ACTA wypowiadała się przychylnie. – Wiele tracę na ściąganiu filmów z Internetu, a z drugiej strony mam świadomość tego, że każdą nowość można pobrać za darmo i to w najwyższej jakości w ciągu kwadransa. Z drugiej strony, jeżeli mówimy o pośrednikach, to warto zwrócić uwagę, na przerośnięte i obowiązkowe dla każdego pośrednika w branży kulturalnej organizacje, takie jak np. ZAIKS.Z kolei dr Katarzyna Lasota-Heller, adwokat, opowiadała o kulisach negocjacji nad ACTA – W Brukseli nikt właściwie nie wiedział, czym ma być ten dokument – rozporządzeniem, dyrektywą, czy traktatem. Przedstawiciele każdego organu UE mówili na ten temat co innego. Nic dziwnego, że w tym chaosie musiał powstać bałagan i kontrowersje.Róża Thun, europosłanka podkreślała konieczność znalezienia konstruktywnych rozwiązań. Ponieważ konferencja odbyła się dzień po oświadczeniu premiera Tuska o zawieszeniu ratyfikacji ACTA, tym bardziej postulowała o to, by z Polski wypłynął impuls do zmian prawa autorskiego i dostosowania przepisów do nowych technologii.Pomysłodawca konferencji, Krzysztof Pietraszewski z radością przyjął zapowiedzi premiera, ale wyraził obawę, że skoro temat przestał być kontrowersyjny, to utraci zainteresowanie mediów i społeczeństwa.Warto, żebyśmy kontynuowali dyskusję na temat świadomego korzystania z Internetu. ACTA były katalizatorem niezadowolenia z tego, że ludzie czuja się niepewni w Internecie i należy tak zmieniać prawo, by przepisy były zrozumiałe i jednoznaczne.Kolejnym wnioskiem z debaty jest to, że faktycznie dystrybutorzy kultury powinni dostosować swoją ofertę do potrzeb zmieniających się możliwości technologicznych, bo konkurencja drogiej płyty z darmowym plikiem mp3 jest dla dystrybutorów z góry przegrana, niezależnie od zakazów. Odbiorcy powinni mieć zapewniony szeroki i łatwy dostęp do kultury, ale nie bezpłatnie. Pamiętajmy o tym, że muzyka bądź film, to czyjaś praca i inwestycja – nie możemy mieć tego za darmo, bo za obniżeniem ceny pójdzie obniżenie jakości. Maria FilipekStowarzyszenie Projekt:Polska



szota.biz  ★